Darlan

23 stycznia 2011

Sensacje XX wieku – Darlan

Młody mężczyzna, który wysiadł z czarnego osobowego samochodu, wbiegł po
schodach prowadzących do głównego wejścia Pałacu Prezydenckiego w
Algierze. Wartownik stojący przed drzwiami nie zatrzymał go. Nie było w
tym nic dziwnego. Często przepuszczano ludzi wchodzących do pałacu bez
sprawdzania dowodów tożsamości. W głównym hollu mężczyzna pokazał
przepustkę i skierował się w stronę schodów prowadzących na pierwsze
piętro, gdzie mieścił się gabinet admirała Francois Darlana.

W sekretariacie admirała nie było nikogo, choć zazwyczaj przebywał tam
strażnik i sekretarka. Mężczyzna mógł bez przeszkód dojść do podwójnych
drzwi gabinetu.

Nacisnął klamkę i otworzył drzwi. W głębi, pochylony nad biurkiem stał
admirał Jean Francois Darlan. Niski, szczupły o siwych włosach. Na widok
wchodzącego podniósł głowę.
Darlan: Co pan tu robi? Warta!
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni luźnej kurtki pistolet i oddał dwa strzały.
Widząc, że admirał runął na podłogę, cofnął się do drzwi. Nie sprawdzał,
czy jego strzały były śmiertelne. Może przestraszył się tego, co zrobił. W
tym samym momencie do sekretariatu wpadło kilku żołnierzy, najwidoczniej
zwabionych strzałami.

Wymierzył w ich stronę z pistoletu, zdecydowany utorować sobie drogę do
wyjścia, ale nie zdążył pociągnąć za spust, gdy któryś z żołnierzy
wytrącił mu broń z ręki. Po krótkiej szamotaninie obezwładniono go. Proces
pospieszny, krótki, odbył się już następnego dnia. Zamachowiec, który
nazywał się Ferdinand Bonnier de la Chapelle został skazany na śmierć.

Jean Louis Xavier Francois Darlan, Gaskończyk, syn byłego ministra
sprawiedliwości i prawnuk oficera, który zginął w bitwie pod Trafalgarem,
od 1936 roku zajmował najwyższe stanowiska we francuskiej marynarce
wojennej. Najpierw jako szef sztabu generalnego, a później jej
głównodowodzący.

Po wybuchu wojny w 1939 roku nakazał francuskiej flocie ściśle
współpracować z Royal Navy. Francuskie okręty chroniły brytyjskie konwoje
i walczyły przeciwko Niemcom pod Narwikiem. Na Morzu Śródziemnym
bombardowały Genuę. Jednakże w tym sojuszu pojawiał się cień, jakim była
niechęć małego admirała do brytyjskiego sojusznika. Być może odzywała się
historia rodzinna, nakazująca pamiętać, że pradziadek zginął od
brytyjskiej kuli. Być może Darlan poddawał się nastrojom panującym we
francuskiej marynarce, której kadra tradycyjnie była antybrytyjska.

Któż mógł przewidzieć, że wielka Francja, kolonialne mocarstwo, przegra
wojnę z Niemcami?

Admirał Darlan, choć jego flota nie miała wielkiej okazji do wykazania
swojej siły, uważał, że walkę należy kontynuować, choć sytuacja na froncie
pogarszała się z dnia na dzień i już 14 czerwca 1940 roku wojska
niemieckie wkroczyły do Paryża.

Darlan przekonywał członków rządu:
Darlan: Francja jest mocarstwem kolonialnym. Możemy wycofać nasze
wojska, całą wielką flotę, samoloty, rząd do Algierii i stamtąd
kontynuować wojnę!
Naczelny dowódca wojsk francuskich, leciwy generał Maxime Weygand, były
premier Pierre Laval, marszałek Philippe Petain obawiali się takiego
rozwiązania. Odpowiadali:
Wycofując wojska z Francji oddamy cały nasz kraj na pastwę wrogów: Niemiec
i Włoch. Zaś w Afryce, zanim zdążymy się umocnić, uderzą na nas Włosi,
którzy już mają tam 14 dywizji. W dodatku nie znamy zamiarów Hiszpanów,
którzy w Maroku zgromadzili pięć dywizji.

Premier, nie godząc się z tymi argumentami, 16 czerwca podał się do
dymisji. Generał Charles de Gaulle wsiadł do brytyjskiego samolotu i
poleciał do Londynu. Wygłosił tam przemówienie:
De Gaulle: Ja, generał de Gaulle, znajdujący się obecnie w Londynie,
wzywam francuskich oficerów i żołnierzy, inżynierów i robotników,
specjalistów w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, którzy znajdują się
lub w przyszłości znajdą się na terytorium brytyjskim, do nawiązania
kontaktu ze mną. Płomień francuskiego oporu nie powinien zgasnąć i nie
zgaśnie!
Brytyjczykom się to podobało. Dziesięć dni później został przez rząd
angielski uznany „przywódcą wszystkich wolnych Francuzów”.

Jednak prawdziwa władza we Francji była w innych rękach. Marszałek Pétain,
bohater spod Verdun z 1916 roku, utworzył rząd, który 22 czerwca podpisał
z Niemcami zawieszenie broni, a następnie wyniósł się do Vichy,
niewielkiego miasteczka na południu Francji. Stamtąd miał kierować połową
kraju, jaka na mocy traktatu zawieszenia broni pozostała wolna od
niemieckiej okupacji oraz koloniami. Dysponował realną siłą: 100 tysięcy
żołnierzy, niewielkie lotnictwo i potężna flota. Marynarka wojenna, której
okręty schroniły się głównie w portach Północnej Afryki, wciąż pozostawała
czwartą siłą na świecie: najnowocześniejszy pancernik „Richelieu”
zacumował się w Dakarze, siostrzany „Jean Bart” wszedł do Casablanki, 2
nowoczesne pancerniki „Strasbourg” i „Dunkerque”, 2 stare pancerniki, 6
niszczycieli i okręt-baza wodnosamolotów weszły do algierskiego portu
Mers-el-Kebir, 6 krążowników schroniło się w Algierze, większość z 80
okrętów podwodnych zacumowała w Bizercie. Ta potęga pozostawała pod
rozkazami admirała Darlana, który porzucił plany kontynuowania walki z
Niemcami i w rządzie Vichy zajął stanowisko ministra marynarki wojennej, a
następnie także wicepremiera i ministra spraw zagranicznych. Wkrótce
został ministrem spraw wewnętrznych i ministrem obrony. Na domiar
wszystkiego ustawa z 10 lutego 1941 roku określiła go jako następcę
marszałka Pétaina.

Oczywiście taki człowiek, który miał w swoich rękach realną władzę,
spodobał się Amerykanom.

Tymczasem sprawy generała de Gaulle’a biegły źle. Jego płomienny apel o
kontynuowanie walki odniósł niewielki skutek. I trudno się dziwić, że
Francuzi woleli marszałka Pétaina, bohatera z I wojny światowej, którego
nazwisko znało każde dziecko, od całkowicie nieznanego generała de
Gaulle’a. Ochotnicy do oddziałów „Wolnych Francuzów” napływali bardzo
powoli. Po dwóch miesiącach ta armia liczyła 140 oficerów i 2 000
żołnierzy. I nagle przyszedł cios, który, wydawałoby się, pogrzebał
wszelkie szanse de Gaulle’a na stworzenie licznych wojsk, które u boku
brytyjskiego sojusznika mogłyby wyzwolić Francję.

O świcie 3 lipca 1940 roku brytyjskie okręty rozstawiły się szerokim
półkolem w pobliżu algierskiego portu Mers-el-Kebir, gdzie rzuciły kotwice
najnowocześniejsze okręty floty francuskiej. Do szalupy, która odbiła od
burty największego pancernika „Hooda” wsiadł oficer, który w teczce miał
zalakowaną kopertę z listem do dowódcy francuskiego. Tuż po godzinie 6.00
szalupa wpłynęła do zatoki i posuwając się wzdłuż wielkich pancernych
kadłubów podpłynęła do północnego pirsu, gdzie czekał już samochód
adiutanta admirała. Brytyjczyk wręczył mu kopertę i powrócił do szalupy.

W porcie można było wyczuć napięcie, jakie wywołało pojawienie się
wielkich okrętów brytyjskich, których sylwetki były dobrze widoczne w
odległości kilku kilometrów od zatoki. Nikt jednak nie podziewał się
tragedii.

O godzinie 7.00 admirał Gensoul w swojej kajucie na flagowym okręcie
„Dunkerque” złamał lakową pieczęć i zaczął czytać dokument przesłany przez
Brytyjczyków. Ci zażądali, aby wybrał jedno z czterech rozwiązań:
francuskie okręty wyjdą w morze i dołączą do floty brytyjskiej
ze zredukowaną załogą przejdą do jednego z portów brytyjskich, gdzie
będą internowane
przejdą do jednego z portów na Wyspach Karaibskich, gdzie zostaną
unieruchomione
w ciągu 6 godzin zostaną zatopione przez własne załogi.
Nie do niego należała decyzja, powiadomił więc admiralicję francuską.
Jednakże nie przekazał pełnego tekstu brytyjskiego ultimatum. Poinformował
dowództwo, że Brytyjczycy żądają zatopienia okrętów. Można było łatwo
przewidzieć odpowiedź: otrzymał upoważnienie do stawienia oporu zbrojnego.
Gdy o godzinie 17.25 do jego kajuty przybyli brytyjscy wysłannicy, żeby
poznać odpowiedź admirała, usłyszeli, że odrzuca wszystkie warunki.

O godzinie 17.45 okręty brytyjskie otworzyły ogień do stojących w zatoce
francuskich jednostek. Te nie miały żadnych szans. Salwa po salwie
Brytyjczycy wstrzeliwali się w nieruchome cele.

Pociski kalibru 381 mm trafiły pancernik „Dunkerque”, który stał najbliżej
wybrzeża. Ciężko uszkodzony, ruszył w stronę mielizny, która miała
uchronić go przed zatonięciem.

Tuż potem wybuch rozerwał magazyn rufowy starego pancernika „Bretagne”,
który przewrócił się na bok topiąc 977 marynarzy. Płonął duży niszczyciel
„Mogador”. Zagładzie zdołał ujść jedynie pancernik „Strasbourg”, który
wraz z 5 niszczycielami i okrętami podwodnymi, stawiając gęstą zasłonę
dymną wydostał się z portu. Brytyjskie okręty przerwały kanonadę po 36
minutach i kilka z nich ruszyło w pogoń za uchodzącym Strasbourgiem, lecz
nie udało im się zatopić okrętu.

Tego dnia w Mers-el-Kebir zginęło 1147 marynarzy francuskich, a około dwa
tysiące odniosło rany. Atak był szokiem dla Francuzów. Dla wielu z nich
Brytyjczycy stali się wrogami na równi z Niemcami. Tym bardziej, że w tym
samym czasie, gdy okręty Royal Navy „rozstrzeliwały” francuską flotę w
Mers-el-Kebir, samoloty brytyjskie zaatakowały okręty francuskie w
Dakarze, a 23 września oddział „Wolnych Francuzów” usiłował opanować tę
bazę. Po dwudniowych walkach artyleryjskich, toczonych z niewielkim
skutkiem, a także z powodu gęstej mgły, Brytyjczycy przerwali akcję i
wycofali swoje okręty.

Wydawałoby się, że taki rozwój sytuacji przekreślił szanse de Gaulle’a na
zjednoczenie wszystkich francuskich sił pod swoimi rozkazami.

Takiego zdania był prezydent Franklin D. Roosevelt. Początkowo uważał, że
tylko marszałek Pétain może przejąć władzę we Francji uwolnionej od
Niemców, mimo że ten utrzymywał poprawne stosunki z Hitlerem. Prezydent
Stanów Zjednoczonych musiał jednak zmienić zdanie, gdy od kwietnia 1942
roku w rządzie Vichy zaczął odgrywać pierwszorzędną rolę Pierre Laval,
znany ze swoich nazistowskich sympatii. Jako premier rządu Vichy nakazał
wzmóc walkę z ruchem oporu i deportację Żydów. Na mocy jego decyzji
wysyłano do Niemiec francuskich robotników przymusowych i zorganizowano
„Légion tricolore” – francuski oddział SS. Wina za zbrodnie kładła się
cieniem na wszystkich członkach rządu i obciążała również leciwego
marszałka.

Tylko admirał Darlan pozostawał poza kręgiem ludzi skalanych ścisłą
współpracą z Niemcami, gdyż po awansie Lavala opuścił rząd Vichy i
zachował jedynie stanowisko dowódcy floty. Dla prezydenta Roosevelta stał
się idealnym kandydatem na przywódcę powojennej Francji.

Brytyjski okręt podwodny wynurzył się w odległości 3 mil od algierskiego
brzegu. Kapitan wpatrywał się przez chwilę w ciemny brzeg, aż dostrzegł
błyskające światełko. Kilka sygnałów określonej długości wskazywało, że
wszystko jest w porządku i można rozpocząć akcję.

Marynarze zepchnęli z pokładu pneumatyczne tratwy i utrzymując je linkami
przy kadłubie pomogli wsiąść do nich kilku mężczyznom, którzy dość
niepewnie zeszli z kiosku i równie niemrawo poruszali się po pokładzie.

Noc 21 października 1942 roku była spokojna. Wiał lekki wiatr i nic nie
zapowiadało kłopotów, jakie później miały stać się udziałem ośmiu
pasażerów, którzy machając z zapałem krótkimi wiosłami zdążali do plaży.
Gdy tylko wyciągnęli pontony z wody, zza wydmy wyłoniła się czarna postać.

Murphy: Który z panów jest generałem Clarkiem? Jestem Robert Murphy,
charge d’affaires.
Z ośmiu pasażerów pontonów wysunął się do przodu wysoki mężczyzna w
polowym mundurze.
Clark: Generał Mark Clark. To ja dowodzę naszą grupą.
Był to zastępca naczelnego dowódcy alianckich wojsk, które miały dokonać
inwazji na Afrykę Północną. Murphy poprowadził ich w stronę wydmy, za
którą stał jego pomocnik, amerykański wicekonsul.
Murphy: Musicie panowie przebrać się. Mundury amerykańskich oficerów nie
są najlepszym odzieniem w tym kraju. Musimy przebyć 40 mil do Cherchell
i można spodziewać się, że po drodze napotkamy jakiś francuski patrol.
Clark: Dokąd nas pan poprowadzi i z kim się spotkamy?
MMurphy: Z generałem Charlesem Mastem, dowódcą francuskiej dywizji i
kilku jego oficerami. Oczekują na nas w tawernie w Cherchell. Wybrali to
miejsce jako najmniej zwracające uwagę.
Amerykańscy wysłannicy przebrani za Arabów, na osłach, błądząc w
ciemnościach, odnaleźli nadbrzeżną tawernę. Generał Mast był już bardzo
zaniepokojony.
Clark: Panie generale, jestem oficjalnym wysłannikiem Stanów
Zjednoczonych. Zależy nam, aby przekazał pan admirałowi Darlanowi
informację, że władze mojego kraju gotowe są uznać go szefem rządu
francuskiego.
Generał Mast chciał koniecznie dowiedzieć się, kiedy nastąpi inwazja wojsk
alianckich na Afrykę, aby skoordynować działania wojsk inwazyjnych i
żołnierzy francuskich.
Clark: Panie generale, inwazja nastąpi za 17 dni, ale celem naszego
pobytu tutaj nie jest omawianie zasad współdziałania, lecz dotarcie do
admirała Darlana. Liczymy, że gdy nasi żołnierze wyjdą na brzeg, admirał
powstrzyma waszych żołnierzy przed walką.
Dyskusja została gwałtownie przerwana hałasami z zewnątrz. Nadchodziła
francuska policja poinformowana przez Araba, który uznał, że w tawernie
zebrali się przemytnicy i chcąc uzyskać nagrodę zaalarmował policję.

Gdy policjanci weszli do sali, Robert Murphy i francuscy oficerowie
wyciągnęli pistolety, a dzielny generał Clark czmychnął do piwnicy. Za nim
inni oficerowie amerykańscy i brytyjscy. Udało im się wydostać z budynku i
uciekli na plażę. Szybko odnaleźli pontony, ale pogoda się pogarszała.
Wiatr nasilał się i falebyły coraz większe. Nie mogli jednak czekać na
poprawę pogody. Obawiali się, bowiem, że policjanci podążają ich tropem i
lada moment przybędą na plażę. Wskoczyli do pontonów i z ogromnym trudem
udało im się odbić od brzegu. W pewnym momencie fala przewróciła ponton
generała Clarka. Dzielnie walcząc wydostał się z topieli, lecz stracił
koszulę, kurtkę i spodnie, co gorsza, również 750 tysięcy franków w
złocie. Tak przynajmniej uzasadniał brak ogromnej kwoty.

Wracał z pustymi kieszeniami i rękami. Nie udało mu się bowiem zyskać
potwierdzenia, że w momencie, w którym alianckie wojska inwazyjne staną na
afrykańskim brzegu, admirał Darlan wyda swoim oddziałom rozkaz
zaprzestania walki.

Liczył jednak na to, że uda się przekupić Darlana, zaś walutą przetargową
miało być życie syna admirała – Alaina, który sparaliżowany leżał w
algierskim szpitalu. Amerykańscy lekarze oferowali pomoc, oczywiście pod
pewnymi warunkami…

Admirał Darlan wahał się. Oczywiście wiedział, że Amerykanie gotowi są
oddać mu władzę we Francji po zwycięskiej wojnie. Ale czy na pewno oni
zwyciężą? Na wszelki wypadek postanowił grać na zwłokę. Amerykanom
przekazał informację, że gotów jest współdziałać z nimi i równocześnie
wydał rozkaz stawiania oporu wojskom alianckim lądującym w Afryce
Północnej.

W nocy 5 listopada dotarła do niego wiadomość, że syn umiera. Wyjechał
natychmiast do Algieru, gdzie postanowił czekać, choć nie miał już nadziei
na uratowanie życia Alaina.

Późnym wieczorem 7 listopada zadzwonił telefon na jego biurku. To jego
wojskowy sekretarz informował, że przybył amerykański charge d’affaires
Robert Murphy i prosi o niezwłoczne spotkanie.

Gdy dojechali do willi amerykańskiego dyplomaty, było już po północy.
Darlan: Co się stało, że musimy spotykać się w środku nocy?
MMurphy: Panie admirale, nasi żołnierze lada moment wylądują na
algierskim brzegu. Muszę znać pana zamiary.
Darlan: Drogi panie, pozna je pan, gdy wasi żołnierze przybędą tutaj!
MMurphy: Otrzymałem wiadomość, że 300 okrętów, które wyruszyły z portów
między 22 a 27 października, jest już blisko afrykańskiego brzegu. Czasu
na podjęcie decyzji przez pana jako nowego szefa państwa francuskiego
jest już niewiele!
Po północy 8 listopada wojska brytyjskie i amerykańskie zaczęły lądować po
obu stronach Algieru napotykając słaby opór wojsk francuskich. Tylko w
rejonie Oranu silny opór stawiły baterie fortów i francuskie okręty.
Podobnie w rejonie Casablanki. Dopiero 9 listopada admirał około godziny
1.00 wygłosił przez radio przemówienie nakazujące wszystkim wojskom
francuskim przerwanie walki.

Amerykanie natychmiast obsypali go zaszczytami. Dowodzący wojskami
alianckimi generał Dwight Eisenhower pisał: „Cywilni gubernatorzy, dowódcy
wojskowi i dowódcy morscy zgadzają się tylko na jednego człowieka
posiadającego oczywiste prawo przejęcia władzy w Afryce Północnej. Tym
człowiekiem jest Darlan”.

Admirał był już zdecydowany przejeść na stronę aliantów. 14 listopada
podpisał porozumienie z wysłannikami prezydenta Roosevelta, którzy
wyrazili zgodę na powołanie go na „politycznego szefa Francji”. Trzy dni
później podpisano następny dokument uznający Darlana za szefa
administracji francuskiej.

Dlaczego tak się stało? Gra szła o wielką flotę francuską zgromadzoną w
porcie w Tulonie w południowej nieokupowanej części Francji. Tam stały 3
pancerniki, 4 ciężkie krążowniki, 3 lekkie krążowniki i kilkadziesiąt
innych jednostek. Amerykanie obawiali się, że w przypadku odsunięcia
Darlana ta flota, podlegająca jego rozkazom, zostanie stracona. Tylko
Darlan mógł wydać rozkaz okrętom, aby wyszły z Tulonu i dotarły do
algierskich portów zajętych przez aliantów. I tak się stało. Admirał
spłacał polityczny dług zwycięzcom.

„Układ Darlana”, jak nazwano porozumienie Amerykanów z francuskim
admirałem, wzburzył w równej mierze Francuzów i Brytyjczyków, którzy rząd
Vichy, w tym admirała, uznawali za faszystów i kolaborantów.

Premier Winston Churchill z niepokojem przyglądał się posunięciom
Amerykanów. Nie mógł oficjalnie przeciwstawiać się polityce prezydenta
Roosevelta, tym bardziej, że kilka miesięcy wcześniej omalże nie doszło do
zerwania amerykańsko-brytyjskiego sojuszu, gdy Churchill sprzeciwił się
inwazji na Francję, której Roosevelt chciał dokonać już we wrześniu 1942
roku. Z największym wysiłkiem szefowi brytyjskiego rządu udało się
przekonać sojusznika zza Atlantyku, że desant na Europę zakończy się
klęską i lepiej lądować w Afryce Północnej. W takiej atmosferze kłótnia w
sprawie Darlana mogłaby mieć fatalne następstwa. Czy Churchill mógł jednak
przejść nad tym do porządku dziennego? Był przekonany, że pozostawienie
Darlanowi zaszczytów, jakimi obdarzyli go Amerykanie doprowadzi do wybuchu
wojny domowej we Francji, gdzie po obydwu stronach barykady stanęliby
zwolennicy admirała Darlana i generała de Gaulle’a. Ten bowiem, prowadząc
bardzo zręczną politykę, zatarł fatalne wrażenie, jakie na jego rodakach
zrobiły brytyjskie ataki na francuską flotę, zyskał poparcie władz wielu
kolonii i zaczął budować silny ruch oporu we Francji. Jednakże Churchill
nie mógł nic zdziałać. Flota francuska w Tulonie była gratką nie lada.

Tymczasem stamtąd nadeszły fatalne wiadomości. Najpierw okazało się, że
dowódca floty w Tulonie, admirał Laborde odmówił podporządkowania się
rozkazowi wysłania okrętów do Afryki Północnej. Wielka eskadra francuska
pozostała w Tulonie. Tymczasem Niemcy, obawiając się inwazji wojsk
alianckich na południową Francję, wkroczyli do strefy nieokupowanej.
Załogi francuskich okrętów stacjonujących w Tulonie, obawiając się zajęcia
portu przez Niemców, przygotowały okręty do wysadzenia.

27 listopada 1942 roku niemieckie oddziały pancerne wtargnęły do portu.
Wówczas francuscy marynarze przystąpili do działania. Większość okrętów
zatopiono otwierając zawory denne lub wysadzając ładunki wybuchowe. Wielka
flota tulońska przestała istnieć. Gra zakończyła się. Admirał Darlan nie
miał już nic do zaoferowania aliantom.

Czyżby wówczas prezydent Roosevelt zrozumiał to, czego od dawna obawiał
się Churchill: admirał Darlan, obdarzony władzą przez aliantów, podzieli
Francuzów, a walki między jego zwolennikami i zwolennikami de Gaulle’a
będą umacniać komunistów? A może nie chciał tego zrozumieć i tkwił w
uporze, który w ocenie Brytyjczyków prowadził do katastrofy?

W końcu października grupa młodych ludzi zaczęła w Algierze przygotowywać
się do zabicia admirała. Co o nich wiadomo? Jeden z nich nazywał się
Ferdinand Bonnier de la Chapelle i miał 20 lat.

Podobnie jak jego koledzy uważał admirała za zdrajcę i kolaboranta, zaś
usunięcie tego człowieka uznał za czyn patriotyczny, jaki winien był
swojej ojczyźnie. Bez wątpienia ich działaniami kierowała brytyjska
organizacja SOE – Zarząd Operacji Specjalnych, powołana do prowadzenia
sabotażu i dywersji w państwach okupowanych przez Niemców. Czy to z SOE
nadszedł rozkaz zlikwidowania Darlana? Równie dobrze młodzi ludzie mogli
działać na polecenie de Gaulle’a, zainteresowanego w usunięciu
najpoważniejszego rywala do władzy.

Admirał, umierając w sali operacyjnej dwie godziny po zamachu, wyszeptał:
Darlan: Ostatecznie Brytyjczycy coś dla mnie zrobili…
Na wszystkie pytania mogłoby odpowiedzieć śledztwo, jakie bez wątpienia
władze alianckie podjęły po zabójstwie admirała. Jednakże było ono
nadzwyczaj pospieszne. Sąd nad zabójcą odbył się w nocy z 25 na 26
grudnia. Nie dano mu możliwości przygotowania obrony ani złożenia
apelacji. O godzinie 7.30 rano 26 grudnia przywiązano go do pala na
dziedzińcu koszar policji w Algierze i rozstrzelano. Dwudziestoletni
Ferdinand Bonnier zabrał do grobu tajemnicę śmierci admirała.

copyright 2002 by Radio Zet Sp. z o.o.

Poprzedni wpis
«
Następny wpis
»

(-_-) (-_-) (-_-) (-_-) (-_-) (-_-) (-_-) .