Sensacje XX wieku - Achille Lauro
Sensacje XX Wieku - Artyku?y wojenne
W Waszyngtonie min??a 10 rano 8 pa?dziernika 1985 roku, gdy do gabinetu
      prezydenta Ronalda Reagana wszed? Caspar Weinberger, sekretarz obrony.


        Weinberger: Panie Prezydencie, wa?na wiadomo?? z Bliskiego Wschodu.
      Reagan przerwa? lektur? dokumentów, od jakiej codziennie zaczyna?
      urz?dowanie w Owalnym Gabinecie, i podniós? si? zza biurka. Weinberger
      mówi? dalej.


        Weinberger: Wczoraj, 7 pa?dziernika, palesty?scy terrory?ci uprowadzili
        w?oski statek "Achille Lauro" w Egipcie, w Port Saidzie. Przed godzin?
        opublikowali o?wiadczenie, ?e domagaj? si? azylu w Syrii i zwolnienia 50
        Palesty?czyków z izraelskich wi?zie?.

        Reagan: Statek? Uprowadzili?
      Prezydent by? wyra?nie zaskoczony. Porwania samolotów by?y do?? cz?stym
      aktem terroryzmu, ale uprowadzenie statku zdarzy?o si? ostatni raz w 1961
      roku.


        Reagan: Ilu jest tam naszych obywateli?

        Weinberger: Jeszcze nie wiemy. "Achille Lauro" to w?oski statek
        wycieczkowy. Wyp?yn?? z Genui w rejs po Morzu ?ródziemnym 3
        pa?dziernika. Na pok?adzie by?o 748 pasa?erów. W?ród nich prawdopodobnie
        kilkudziesi?ciu Amerykanów. Nasza ambasada w Rzymie sprawdza to.
      Po chwili do gabinetu przyby? George Schultz, sekretarz stanu. Powiedzia?,
      ?e nakaza? ambasadom ameryka?skim w Syrii, Libanie i na Cyprze, aby
      stanowczo za??da?y od rz?dów tych pa?stw zamkni?cia portów przed
      uprowadzonym statkiem. Sekretarz obrony Caspar Weinberger zrelacjonowa?
      swoje dzia?ania.


        Weinberger: Zaalarmowali?my okr?ty VI Floty, aby gotowe by?y do podj?cia
        operacji ratunkowej. Oddzia? SEAL jest ju? w drodze. Wkrótce zbierze si?
        Po??czone Dowództwo Operacji Specjalnych.

        Reagan: Aprobuj?. Prosz? mnie informowa? na bie??co o decyzjach i
        rozwoju sytuacji. To niewiarygodne… Uprowadzili statek.
      Zdziwienie prezydenta by?o ca?kowicie uzasadnione. Palesty?scy terrory?ci
      nie mieli zamiaru porywa? statku. Opanowanie pok?adu i wielu pomieszcze?
      jest zadaniem o wiele trudniejszym ni? zaw?adni?cie samolotem. W istocie
      czterech palesty?skich terrorystów zamierza?o wykorzysta? w?oski statek
      wycieczkowy jedynie jako ?rodek transportu, który umo?liwi?by im dotarcie
      do izraelskiego portu Ashdod i zaatakowanie tamtejszych sk?adów amunicji
      lub rafinerii. Ta akcja mia?a by? odwetem za nalot o?miu izraelskich
      samolotów F-16, które 1 pa?dziernika zaatakowa?y siedzib? Jasera Arafata,
      przywódcy Organizacji Wyzwolenia Palestyny. On sam unikn?? ?mierci, ale od
      izraelskich rakiet i bomb zgin??o 76 osób, g?ównie cywilów.

      3 pa?dziernika 1985 roku czterech terrorystów wsiad?o na pok?ad w?oskiego
      "Achille Lauro" w Genui. By? to du?y statek o d?ugo?ci ponad 200 metrów
      zbudowany w 1948 roku, mog?cy pomie?ci? blisko tysi?c pasa?erów. W
      kasynach, barach, restauracjach mieli sp?dza? beztroski czas morskiej
      podró?y, obs?ugiwani przez czterystu cz?onków za?ogi. W tym t?umie
      kr?c?cym si? na pok?adach i w korytarzach nie?atwo by?o zwróci? uwag? na
      czterech m??czyzn o ?niadej skórze. Tym bardziej, ?e oni, jakby obawiaj?c
      si? zdekonspirowania, zamkn?li si? w kabinie na dolnym pok?adzie i nie
      opuszczali jej. Nawet posi?ki kazali sobie przynosi? do kabiny. Ta
      nadmierna ostro?no?? ich zdradzi?a.

      W poniedzia?ek 7 pa?dziernika statek wp?yn?? do Port Saidu.

      Kelner, nios?c na tacy obiad dla pasa?erów z kabiny 205, zszed? na dó?.
      Zawsze przychodzi? o godzinie 13.00, a tego w?a?nie dnia pospieszy? si? i
      zastuka? do kabiny kilkana?cie minut wcze?niej. Nie zaczeka? na
      pozwolenie, ?e mo?e wej??, i otworzy? drzwi. Czterej m??czy?ni siedzieli
      na kojach. Przed nimi na stoliku i na pod?odze le?a?y karabiny Ka?asznikow
      oraz granaty i rewolwery.

      Kelner przera?ony zatrzyma? si? w drzwiach. Równie zaskoczeni byli
      m??czy?ni, którzy czy?cili bro?. Wreszcie jeden z nich zerwa? si? z koi,
      schwyci? kelnera za r?k? i wci?gn?? do kabiny.

      Nie wiedzieli, co maj? zrobi?. Nie byli przygotowani na tak? ewentualno??.
      Zdawali sobie spraw? z tego, ?e przetrzymywanie w kabinie kelnera lub
      zabicie go na nic si? nie zda. Zapewne kto? wiedzia?, ?e niesie obiad do
      kabiny 205. Rozpocz??yby si? poszukiwania. Terrory?ci nie mogli czeka?.
      Schwycili za bro? i przyst?pili do dzia?ania - bez?adnego, chaotycznego,
      bez ?adnego planu. Tym gro?niejsi stawali si? dla pasa?erów wielkiego
      statku "Achille Lauro", którzy mieli sta? si? ich wi??niami.



       W restauracji statku "Achille Lauro" odbywaj?cego wycieczkowy rejs po
      Morzu ?ródziemnym pasa?erowie zasiadali do obiadu, gdy na sal? wpad?o
      czterech m??czyzn z karabinami Ka?asznikow i rewolwerami. Dwóch z nich
      mia?o granaty.


        Terrorysta: Wszyscy wstawa?! Wstawa? i pod ?cian?! Do ty?u, pod ?cian?!
      Dwaj terrory?ci pozostali na sali, aby wybra? spo?ród zatrzymanych
      obywateli Stanów Zjednoczonych i Izraela. Odnale?li w ten sposób 14
      Amerykanów, sze?? Angielek i Austriaka, którego nazwisko wskazywa?o, ?e
      móg? by? ?ydem. Zaprowadzili ich do oddzielnej sali.

      W tym czasie jeden z terrorystów wtargn?? na mostek kapita?ski.

      Wystrzeli? kilka razy w sufit, aby przestraszy? marynarzy.

      Kapitan Gerardo de Rosa wszed? na mostek. Terrorysta skierowa? bro? w jego
      stron?.


        Terrorysta: S?uchaj mnie, kapitan! Masz p?yn?? do portu Tartus, w Syrii!
        I uruchom radiostacj?. Chc? nada? nasz apel!
      W tym czasie z bazy Little Creek w Norfolk w stanie Virginia wystartowa?
      Hercules, na pok?adzie którego byli komandosi ze specjalnej jednostki
      SEAL, trenowani i wyposa?eni w bro? do walki na wodzie. Z Fortu Bragg
      wyruszy?a grupa komandosów z jednostki antyterrorystycznej Delta, która
      mia?a wspiera? dzia?ania kolegów, gdy ci szturmowaliby statek. W stan
      pogotowia postawiono okr?ty VI Floty na Morzu ?ródziemny. Niszczyciel
      rakietowy "Scott" ca?? moc? silników szed? w stron? Hajfy. Na lotniskowcu
      "Saratoga" my?liwce by?y gotowe do startu, a samolot EC-135 kr??y? w
      pobli?u porwanego statku, zak?ócaj?c ??czno?? radiow?.

      8 pa?dziernika "Achille Lauro" rzuci? kotwic? na redzie syryjskiego portu
      Tartus. Do portu nie móg? jednak wej??, gdy? w?adze Syrii nie wyrazi?y na
      to zgody.

      O 14.30 terrory?ci nadali wiadomo?? przez radio:


        Terrorysta: Nie mo?emy d?u?ej czeka?. Zaczynamy zabija? zak?adników.
      Ju? wybrali ofiar?. By? to ameryka?ski ?yd Leon Klinghofer. 79-letni
      inwalida poruszaj?cy si? na wózku. W po?udnie wyci?gni?to go z 80-osobowej
      grupy pasa?erów i trzymano oddzielnie.

      Terrory?ci powtórzyli gro?b?:


        Terrorysta: Wpu??cie nas do portu. Nie mo?emy d?u?ej czeka?. Zaczynamy
        zabija?!
      O godzinie 15.00 najm?odszy z terrorystów Al-Hassan podszed? do
      Klinghofera. Podniós? pistolet i strzeli? kilkakrotnie celuj?c w g?ow? i
      klatk? piersiow? starego cz?owieka. Krew trysn??a na koszul? zabójcy.
      Cofn?? si? i nakaza?, aby marynarze pomogli mu wyrzuci? cia?o za burt?.
      Potem Al Hassan pobieg? na mostek. Tam krzykn?? do kapitana de Rossy:


        Terrorysta: Zabili?my jednego. W??cz radio!
      Terrory?ci nadali kolejny komunikat. Mówi? spokojnie, jakby chcia?
      utwierdzi? s?uchaj?cych w przekonaniu, ?e ca?kowicie panuj? nad sytuacj? i
      gotowi s? wymordowa? wszystkich zak?adników, je?eli ich ??dania nie
      zostan? spe?nione.


        Terrorysta: Wyrzucili?my za burt? cia?o pierwszego pasa?era, którego
        zabili?my strza?em w g?ow?. Za par? minut zrobimy to z nast?pnym.
        S?uchajcie w Tartus, mamy tu jeszcze wielu. B?dziemy zabija?!
      Po chwili terrory?ci us?yszeli z g?o?nika:


        G?os: Wracajcie tam, sk?d przybyli?cie.
      Po??czenie zosta?o zerwane. Zapad?a cisza.

      Terrory?ci zrozumieli, ?e czas dzia?a na ich niekorzy??. Zdawali sobie
      spraw?, ?e zabijaj?c ameryka?skiego obywatela uruchomili zabójcz? bro?:
      komandosów z jednostek antyterrorystycznych.

      Taka jest zasada: dopóki nie pop?ynie krew, prowadzone s? negocjacje.
      Rz?dy wstrzymuj? si? przed wys?aniem do boju komandosów, gdy? zawsze
      istnieje ryzyko, ?e w czasie walki mo?e zgin?? wielu niewinnych ludzi. Ale
      gdy terrory?ci zaczynaj? zabija?, nie mo?na ju? d?u?ej czeka?.

      Dla porywaczy "Achille Lauro" jedyn? szans? ratunku by?o zawini?cie do
      arabskiego portu. Mogli bowiem liczy?, ?e rz?d arabskiego pa?stwa nie
      zgodzi si? na akcj? ameryka?skich komandosów, gdy? narazi?by na szwank
      dobre stosunki z Organizacj? Wyzwolenia Palestyny.

      Najlepszym schronieniem by?by libijski port, gdzie na pewno mogli liczy?
      na protekcj? pu?kownika Muamara Kaddafiego, ale trasa by?a za d?uga. W
      czasie rejsu komandosi mogli zaatakowa?. Porywacze skierowali wi?c statek
      do miejsca, z którego wyruszyli, do Port Saidu.



       Wieczorem 8 pa?dziernika statek zakotwiczy? pi?tna?cie mil przed egipskim
      portem.

      Ca?y czas trwa?y negocjacje mi?dzy terrorystami i przedstawicielami rz?du
      egipskiego. Szybko uda?o si? zawrze? porozumienie: terrory?ci zostan?
      oddani OWP, a zak?adnicy zwolnieni.

      Przedstawiciel prezydenta Hosni Mubaraka zaproponowa?, aby tak? ugod?
      potwierdzili ambasadorzy USA, Wielkiej Brytanii, W?och i Niemiec. Ci
      jednak odmówili, gdy? s?yszeli, ?e zgin?? ameryka?ski obywatel, cho? nie
      mieli pewno?ci, ?e tak si? sta?o. Wiadomo?? o zbrodni pochodzi?a z depeszy
      radiowej, przechwyconej przez ameryka?ski samolot.

      Do Port Saidu przyby? Muhammed Abdul Abbas dowódca terrorystów.
      Natychmiast nawi?za? z nimi ??czno?? radiow?:


        Terrorysta: Pos?uchajcie mnie, mówi Abdul. Po pierwsze, pasa?erowie
        musz? by? traktowani dobrze. Musicie ich przeprosi?, a tak?e kapitana i
        za?og?. Wyja?ni?, ?e uprowadzenie statku nie by?o waszym celem.
        Powiedzcie im, jaki by? wasz prawdziwy cel.
      To by? rozkaz dla terrorystów na statku. Zastosowali si? do niego.
      Wyja?nili pasa?erom, ?e w istocie chcieli zaatakowa? wojskowe obiekty w
      izraelskim porcie Ashdod.

      Napi?cie, jakie wywo?ywa?o zagro?enie ?mierci?, zacz??o zanika?.
      Terrory?ci wci?? jednak byli na pok?adzie. Nikt nie móg? przewidzie?, czy
      nagle nie zmieni si? ich nastrój. Zapewne dlatego, obawiaj?c si?
      jakiegokolwiek zaostrzenia sytuacji, kapitan zdecydowa? si? nada? przez
      radio fa?szywy komunikat.


        Kapitan: Wszyscy na statku czuj? si? dobrze. Wszystko jest OK.
      Dlaczego sk?ama?? Wyja?ni? to kilka godzin pó?niej mówi?c o terrorystach:


        Kapitan: Ca?owa?bym ich po nogach, ?eby tylko sobie poszli.
      Wiadomo?? od kapitana sta?a si? dowodem dla rz?du egipskiego, ?e
      informacja o ?mierci pasa?era by?a fa?szywa. Nie by?o wi?c powodu do akcji
      si? specjalnych.

      W po?udnie 9 pa?dziernika do burty "Achille Lauro" dobi?a motorówka, któr?
      Abdul przyby?, aby zabra? swoich ludzi. Kilka godzin pó?niej statek
      wp?yn?? do portu.

      Na pok?ad wszed? Nicolas Veliote, ameryka?ski ambasador. Odszuka? pani?
      Marylin Klinghofer, aby sprawdzi?, czy informacja o ?mierci jej m??a by?a
      prawdziwa. Gdy tylko uzyska? potwierdzenie, ?e terrory?ci zabili
      ameryka?skiego obywatela, zadzwoni? natychmiast do ambasady i poleci?
      swoim wspó?pracownikom "Powiedzcie ministrowi spraw zagranicznych, ?e
      ??damy, aby postawili przed s?dem tych sukinsynów".

      Rz?d Egiptu nie mia? jednak zamiaru podda? si? ameryka?skim ??daniom.
      Nast?pnego dnia rano prezydent Mubarak o?wiadczy?, ?e zgodnie z
      porozumieniem terrory?ci opu?cili Egipt. Prezydent zwali? ca?? win? na
      kapitana de Rose. Powiedzia?: Gdyby kapitan poinformowa? nas, ?e pasa?er
      zosta? zabity, zmieniliby?my nasz stosunek do ca?ej sprawy.

      Wygl?da?o na to, ?e mordercy ujd? sprawiedliwo?ci. Ale specjalny zespó?
      obraduj?cy w podziemiach Bia?ego Domu w Waszyngtonie wiedzia? ju?, ?e
      prezydent k?ama?. Terrory?ci wci?? byli w Egipcie. Nale?a?o ich schwyta?.



       Narad? grupy planowania kryzysowego, która 10 pa?dziernika o godzinie
      14.00 zebra?a si? w podziemiach Bia?ego Domu w Waszyngtonie, otworzy?
      wiceadmira? John Poindexter.


        Poindexter: Wygl?da na to, ?e wszystko sko?czone…
      Zespo?y SEAL-s i Delta znajdowa?y si? ju? na Gibraltarze, sk?d mia?y
      powróci? do Stanów Zjednoczonych. Wtedy odezwa? si? pu?kownik Oliver
      North.
        North: Panie admirale, z powa?nych ?róde? wynika, ?e prezydent Mubarak
        ??e mówi?c, jakoby terrory?ci opu?cili Egipt. Za??da?em bli?szych
        informacji wywiadowczych…

        Poindexter: Dalej, dalej, pu?kowniku…

        North: Terrorystów widziano z Abbasem w Sheraton Heliopolis Hotel w
        Kairze. Je?eli b?dziemy dzia?a? szybko, mo?emy ich schwyta?.

        Poindexter: Jak pan sobie to wyobra?a?

        North: Czy pami?ta pan Yamamoto?
      Pu?kownik North mówi? o przechwyceniu i zestrzeleniu przez ameryka?skie
      my?liwce w kwietniu 1943 roku samolotu, którym lecia? admira? Isoroku
      Yamamoto, g?ównodowodz?cy flot? japo?sk? i autor planu ataku na Pearl
      Harbor.


        Poindexter: Na boga, nie mo?emy ich zestrzeli?!

        North: Tak, ale mamy dwie mo?liwo?ci: nasi przyjaciele ich zestrzel?,
        lub my zmusimy ich do l?dowania.

        Poindexter: Gdzie mieliby wyl?dowa??

        North: Na lotnisku w Sigonella na Sycylii.

        Poindexter: Niech pan si? skontaktuje z admira?em Moreau.
      Pu?kownik North zadzwoni? natychmiast do admira?a, który by?
      przedstawicielem Po??czonych Szefów Sztabów. Ten po dziesi?ciu minutach
      odpowiedzia?: VI Flota mo?e wykona? zadanie przechwycenia samolotu i
      zmuszenia go do l?dowania.

      Godzin? pó?niej North, admira? Moreau, oficerowie wywiadu i sztabowi
      przyst?pili do planowania akcji.

      Wywiad donosi?, ?e terrory?ci wystartuj? o pó?nocy z bazy Al Maza na
      pó?nocny wschód od Kairu w samolocie Boeing 737 pilotowanym przez kapitana
      Ahmeda Moneeba i zamierzaj? dotrze? do Tunisu.

      Sk?d ameryka?ski wywiad zdoby? tak dok?adne informacje? Jedno jest pewne:
      bez pomocy w?adz egipskich nie by?oby to mo?liwe. Mo?na przypuszcza?, ?e
      rz?d Egiptu w tajemnicy przed arabskimi s?siadami zdecydowa? si?
      informowa? Amerykanów o zamiarach terrorystów. Dzisiaj wiemy, ?e prawda
      by?a inna.

      ?ród?em informacji by? sam prezydent Hosni Mubarak, cho? nie wiedzia? o
      tym. Porozumiewa? si? z cz?onkami swojego rz?du i s?u?bami specjalnymi za
      pomoc? telefonu zabezpieczonego przed pods?uchem. To urz?dzenie
      dostarczyli Amerykanie i by?o niezawodne, ale nie stanowi?o tajemnicy dla
      Amerykanów, których satelita zwiadowczy rejestrowa? wszystkie rozmowy
      prezydenta Mubaraka. W ten sposób Amerykanie wiedzieli wszystko o post?pie
      przygotowa? do wys?ania terrorystów z Egiptu, miejscu z którego mia?
      nast?pi? odlot, celu podró?y i godzinie startu.

      Plan, który opracowa?a grupa admira?a Moreau przewidywa?, ?e my?liwce z
      lotniskowca "Saratoga" do?cign? Boeinga, gdy ten opu?ci egipsk? przestrze?
      powietrzn?, i zmusz? go do l?dowania na Sycylii. Tam ju? mieli oczekiwa?
      komandosi z formacji SEAL i Delta, aby uderzy? na samolot, gdyby
      terrory?ci wzi?li zak?adników.

      Do prezydenta Reagana, który przebywa? w?a?nie na obiedzie w Chicago,
      zadzwoni? Caspar Weinberger, sekretarz obrony.


        Weinberger: Panie prezydencie, ta akcja zniszczy nasze stosunki z
        Egiptem. Konsekwencje mog? by? nieobliczalne, nawet gdy nasze my?liwce
        oddadz? tylko strza?y ostrzegawcze.

        Reagan: Tego si? nie obawiam. Bardziej mnie niepokoi, aby?my nie
        powtórzyli brutalnej akcji Rosjan, którzy zestrzelili KAL 007.
        Zaczynajcie dzia?a?.
      Dowódca lotniskowca Saratoga otrzyma? rozkaz 10 pa?dziernika o godzinie
      19.00. Wielki okr?t zakr?ci? na po?udnie, a za?ogi rozpocz??y
      przygotowania do startu. Id?cy za lotniskowcem nowoczesny kr??ownik USS
      Yorktown uruchomi? system radarowy AN/SPY-1A, który bez trudu móg? w?ród
      setek samolotów kr???cych nad Morzem ?ródziemnym zidentyfikowa? egipski
      samolot pasa?erski.

      Pierwsze my?liwce F-14 wystartowa?y o 20.15. Poprzedza? je turbo?mig?owy
      samolot zwiadu elektronicznego E-2C Hawkeye. Dooko?a kr??y?o sze??
      powietrznych tankowców, gotowych uzupe?ni? paliwo my?liwców, gdyby akcja
      przed?u?a?a si?. Okaza?o si? bowiem, ?e egipski samolot w dalszym ci?gu
      pozostawa? w bazie Al Maza. Wystartowa? dopiero o 22.13.

      Za?oga E-2C dostrzeg?a go natychmiast na ekranach swoich radarów. Komandor
      Clifford Ayer meldowa?:
        Pilot 1: X-Ray do Green jeden cztery. Obiekt na przewidywanym kursie.
        Pr?dko?? 460 mil na wysoko?ci 34 tysi?cy stóp.

        Pilot 2: Green jeden cztery do X-Ray, Oscar i November id? na pozycj?.
      O godzinie 22.45 z lotniskowca Saratoga wystartowa?a druga grupa my?liwców
      przechwytuj?cych, aby zmieni? samoloty, które by?y ju? w powietrzu od
      dwóch godzin. Towarzyszy?y im my?liwce, które mia?y os?ania? akcj? w
      przypadku, gdyby Libijczycy zechcieli wykorzysta? okazj? i zaatakowa?
      Amerykanów.

      O 23.23 egipski samolot znalaz? si? w rejonie zasadzki…



       Egipski samolot Boeing 737, na pok?adzie którego czterej palesty?scy
      terrory?ci lecieli do Tunisu, znalaz? si? w pobli?u Krety. Wtedy cztery
      my?liwce Tomcat zrówna?y si? z samolotem. W??czy?y reflektory na
      skrzyd?ach.

      Stewardesa Hala Fahm dostrzeg?a dziwny rozb?ysk za oknem. Podesz?a bli?ej.
      Zobaczy?a, ?e tu? przy skrzydle lec? dwa my?liwce b?yskaj?ce ?wiat?ami. W
      tym samym momencie dostrzeg? je kapitan Moneeb. Zacz?? wywo?ywa? lotnisko
      Al Maza, ale w s?uchawkach s?ucha? by?o jedynie monotonny szum. To
      ameryka?skie samoloty Prowler zak?óca?y ??czno??. Za to po chwili us?ysza?
      g?os mówi?cy po arabsku:


        Pilot: EgyptAir 737 le? za eskort? do Sigonella na Sycylii.


      To operator z ameryka?skiego samolotu w??czy? si? na cz?stotliwo?ci pracy
      radiostacji egipskiego Boeinga.


        G?os: Powtarzam, le? za eskort?. Je?eli nie zastosujesz si? do moich
        instrukcji, zestrzelimy ci?.

        Kapitan: Mówicie powa?nie?

        G?os: My?l?, ?e tak…
      Kapitan Moneeb postanowi? nie sprawdza?, czy to zapewnienie jest
      prawdziwe. Obecno?? czterech my?liwców potwierdza?a gro?b?. Nie wiedzia?,
      jakiej s? narodowo?ci. S?dzi?, ?e to W?osi przechwycili jego samolot.

      Tymczasem kontroler lotów na lotnisku Sigonella patrzy? na zbli?aj?ce si?
      samoloty, których przybycia nikt nie awizowa?.

      Wreszcie zg?osi? si? jeden z ameryka?skich lotników:


        G?os: EgyptAir 737, awaryjne l?dowanie, brak paliwa.
      W tym samym czasie prezydent Reagan zadzwoni? do premiera Bettino Craxiego
      prosz?c o pomoc. Interwencja premiera sprawi?a, ?e kontroler wyda?
      zezwolenia na l?dowanie egipskiego samolotu.

      Pó? godziny po pó?nocy 11 pa?dziernika egipski Boeing zjecha? z pasa.

      Tu? za nim pod??a?y samochody ameryka?skich komandosów. Ledwo samolot
      zatrzyma? si?, a komandosi otoczyli go z broni? gotow? do strza?u.
      Oczekiwali na sygna?, aby wedrze? si? na pok?ad. Tam palesty?scy
      terrory?ci byli tak zaskoczeni i zdezorientowani, ?e nie my?leli o
      obronie. A mo?e Egipcjanie nie pozwolili im zabra? broni na pok?ad.

      W oddali sta? ameryka?ski samolot transportowy C-141, który mia? zabra?
      Palesty?czyków, gdyby zostali wywleczeni z kabiny.

      Wtem jak spod ziemi wokó? ameryka?skich komandosów pojawili si? w?oscy
      karabinierzy. Te? unie?li bro?. By?o ich wi?cej ni? Amerykanów.

      Do genera?a dowodz?cego ameryka?skimi ?o?nierzami podszed? w?oski
      pu?kownik.


        Pu?kownik: Panie generale, jest pan na w?oskiej ziemi, prosz?, aby
        zabra? pan st?d swoich ?o?nierzy.

        Genera?: Niech pan zabierze st?d swoich karabinierów. Tam w samolocie s?
        bandyci, którzy musz? stan?? przed s?dem! To sprawa Stanów
Zjednoczonych!

        Pu?kownik: By? mo?e to sprawa Stanów Zjednoczonych, ale jest pan we
        W?oszech! ??dam wycofania pa?skich ludzi!

        Genera?: Otrzyma?em rozkaz i wykonam go, czy to si? wam podoba czy nie!

        Pu?kownik: Ja równie? otrzyma?em rozkaz. Powtarzam: prosz? wycofa? swój
        oddzia?!
      Trudno powiedzie?, jak zako?czy?aby si? ta wymiana zda? dwóch oficerów
      sojuszniczych pa?stw, gdyby do genera?a nie podbieg? jeden z ?o?nierzy i
      poinformowa?, ?e nadszed? rozkaz z Waszyngtonu, aby przekaza? terrorystów
      w r?ce W?ochów. By? to efekt telefonicznej rozmowy ameryka?skiego
      sekretarza stanu George'a Schultza z w?oskiem ministrem spraw
      zagranicznych Gulio Andreottim. Rz?d w?oski obieca?, ?e postawi przed
      s?dem palesty?skich terrorystów.

      O trzeciej nad ranem karabinierzy wyprowadzili Palesty?czyków i zabrali
      ich do wi?zienia. Jednak?e ju? po paru godzinach zwolnili dwóch z nich,
      którzy nie brali udzia?u w porwaniu statku i do??czyli do Grupy w Port
      Saidzie. Muhammed Abdul Abbas, który zaplanowa? akcj?, i jego adiutant
      mieli dyplomatyczne paszporty irackie i chroni? ich immunitet. Odlecieli
      wi?c spokojnie do Jugos?awii.

      Czterej Palesty?czycy, którzy brali udzia? w ataku na "Achille Lauro",
      stan?li przed w?oskim s?dem i zostali skazani na d?ugoletnie wi?zienie.

      Sprawa uprowadzonego statku i powietrznego przechwycenia egipskiego
      samolotu dobieg?a ko?ca. Tak si? przynajmniej wydawa?o. Terrory?ci
      postanowili bowiem krwawo pom?ci? uwi?zionych towarzyszy.